Ekonomika i Zarządzanie

Cud melatoniny?

Kajak pneumatyczny na morzu!


Motto: Oby ten Świat zmienił się na lepszy! I mądrzejszy!!! 

 

Zamiast wstępu

W jednym z założeń miała to być domena  merytorycznie identyczna z domenami
anonimus.com.pl
i
melatonin.com.pl
z tą jedynie różnicą, że formalnie w pełni profesjonalna i uporządkowana,  to jest opracowana zgodnie ze wszystkimi zasadami rutynowej sztuki, począwszy od informatyczno-internetowej, a skończywszy na ...?  

Po przeanalizowaniu doszedłem do wniosku, że to dla mnie mija się z celem i moimi siłami. Moje strony są i tak dobrze widoczne w wyszukiwarce Google (w wyszukiwaniu ręcznym), kto chce to dużo znajdzie, a że wiele programów pozycjonujących powołujących się na Google ich w ogóle nie widzi, podobnie jak programy rutynowo wyceniające, zauważające jedynie drobne fragmenty,  to ich sprawa. W połączeniu z faktem, że publikacja nie jest organizacyjnie i merytorycznie dokończona, na pewno wpływa to na chęci wnikliwszego zapoznania się z nią, ale bez zatrudnienia kilku osób do pomocy ja po prostu nie jestem w stanie ze wszystkim sobie poradzić. Specjalnie zresztą mi na tym nie zależy.

Mój wieloletni eksperyment na samym sobie z melatoniną, resveratrolem, innymi tabletkami oraz z metodami postępowania ma się całkiem dobrze. Nie tylko nie „padłem” ale mam się coraz lepiej. To, że mam się coraz lepiej może mi się tylko wydawać. Faktycznie może jest coraz gorzej. Ale jeśli faktycznie jest coraz gorzej, to dlaczego wiosłuję i biegam coraz lepiej?

Po co w ogóle jeszcze wracam do „Ekonomiki i zarządzania” z domeny anonimus.com.pl  ? Mini przewodnik po tej domenie -  plik Credo.

Po prostu rozpoczynałem publikację w 1999 roku w naiwnej nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone. Że jeszcze możliwa jest realizacja kapitalizmu z jego złotego okresu, i to w wydaniu skandynawskim i nadreńskim z pewnymi ich ulepszeniami. Beznadziejnie łudziłem się niemal do końca. Teraz mi już prawie całkowicie przeszło. Ale... Gdyby cud melatoniny... itp.  faktycznie okazał się realny masowo w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat, to na wszelki wypadek lepiej w porę podjąć kroki aby stał się on dobrodziejstwem a nie klęską dla ludzkości. Futurologia bez sensu? Być może.

Dla bardziej obrazowego przedstawienia swoich aktualnych kajakowych i lekkoatletycznych  sprawdzianów „cudu melatoniny... na tle dawnych lat, muszę w odpowiednim kontekście sięgać do przeszłości. Teraz zamierzam robić to w tej domenie, czyli w anonimusbis.com.pl oraz w sposób odpowiednio dopasowany do kontekstu w domenie melatonin.com.pl i na stronach cmkcd  i   Miracle of melatonin  w domenie anonimus.com.pl  oraz na stronie anonimus.webd.pl.

Mam nadzieję, że jak mój eksperyment będzie się dalej sprawdzał, to tematy przedłużenia młodości i odmłodzenia na starość w końcu rozruszam a sam zajmę się już tylko kajakarstwem. A jak się zacznie załamywać? No cóż, dobre było i te kilka lat poprawy, z nadzieją na więcej.

Odcinek pierwszy

Jest rok 1961. Wakacje. Właśnie zaliczyłem trzeci rok studiów zaocznych na Uniwersytecie Warszawskim. Idzie mi nienajgorzej ale jednak pogodzenie pracy zawodowej ze studiami, pomimo istotnych w tamtych czasach  udogodnień gwarantowanych ustawowo, jest trochę wyczerpujące. Nie wiem dokładnie dlaczego ale w kajaku umysłowo wypoczywam najlepiej, a ciągłe niezbyt intensywne „machanie wiosłem” wręcz sprawia mi przyjemność. Może dlatego, że uprzednio byłem lekkoatletą (biegi od 100 do 5.000 metrów, skoki, rzuty) więc do wysiłku fizycznego jestem przyzwyczajony? Może dlatego, że z kajakarstwem zetknąłem się bliżej dopiero dwa lata temu (w 1959 r.) i wciąż jest to dla mnie  fascynująca nowość?

Krótko mówiąc, do roku 1961 przepłynąłem kajakami, głównie swoim własnym pneumatykiem typu „Salamandra”, około 1.000 km. Przeważnie były to krótkie jednodniowe pływania po wodach bez trudności, sporo po Zalewie Wiślanym oraz jeden około tygodniowy spływ Drwęcą i kawałek Wisłą (ten ostatni w 1960 roku).

Po tych dwuletnich próbach kajakowych, stanowiących znaczne urozmaicenie włóczęgi i lekkich biegów w okolicznych lasach, postanowiłem wyruszyć – dla odpoczynku umysłowego – na trochę dłużej i dalej. Wybór padł na rozpoczęcie spływu w Suwałkach, z zamiarem dopłynięcia przynajmniej do Wisły, a dalej?  – dalej dokąd zdążę podczas trzytygodniowego urlopu. Zdążyłem jedynie do Malborka. Spływ samotny w swoim pierwszym własnym kajaku pneumatycznym „Salamandra”.   

Spływ ten w założeniu miał być dość łatwy i przyjemny. Chyba faktycznie taki by i był, choć pogodę miałem niezbyt dobrą. Po prostu zakłóciło go kilka przygód. Z perspektywy czasu wyglądają one wręcz humorystycznie, mnie jednak wtedy „wcale nie było do śmiechu”, a jedna z tych przygód, już na Wiśle, mogła zakończyć się tragicznie. Zwyczajnie:  brak doświadczenia i sporo lekkomyślności, co zresztą wiąże się jedno z drugim. O tym bliżej w dalszych odcinkach.

Dlaczego wracam do wspomnień aż z roku 1961? Po prostu dlatego, że w sierpniu ubiegłego roku byłem w formie kajakowej pod kątem kondycji w przybliżeniu takiej jak w roku 1961, choć nadal znacznie słabszej niż dziesięć lat później. Stanowi on (w kajakarstwie) pewien punkt odniesienia do tego, co się dzieje z odbudową kondycji z  „dawnych lat” . Podobnie jak rok 1952 w odniesieniu do kondycji biegowej. Więcej będę wiedział za kilka miesięcy po wiosennych ogólnych sprawdzianach i letniej jakiejś małej wyprawie kajakowej. Na ekstremalną nie zamierzam się aktualnie wybrać, chyba żeby zaczął się załamywać mój eksperyment z próbą odmłodzenia i dojdę do wniosku, że nie ma co dłużej czekać aż znowu będę za słaby...     

Koniec odcinka pierwszego

Nie uważam za celowe podanie danych kontaktowych. Proszę podchodzić do eksperymentu z dystansem.
31 stycznia 2012 roku
Anonimus Anonimusbis  

-----------------------------------------------------------

Odcinek drugi

Pierwsze wiosenne sprawdziany
kajakowe

Pierwszy
Mój pierwszy w tym roku rejs kajakowy, traktowany jako sprawdzian swojej formy a zarazem skuteczności posezonowej impregnacji osłony kajaka, to odcinek 32 km na trasie Elbląg – Zalew Wiślany – Elbląg. Kajak pneumatyczny Sevylor KBC 79. Start w Elblągu w dniu 12 kwietnia o godz. 910  przy moście u wylotu Al. Tysiąclecia   (obok kampingu).  Najdalszy odcinek na Zalewie to około 300 m. za drugą latarnią (Andzia) w kierunku Krynicy Morskiej i mały łuk w kierunku Nadbrzeża.  Powrót do miejsca startu o godz. 1905 no i godzina mycia, wycierania  itp.  aby kajak wraz z niewielkim bagażem w ogóle udało się upchać do worka transportowego. Nic specjalnego, gdyby nie to że po zachodzie słońca było już trochę zimno, mokro i ślisko  po niewielkim deszczu.  Nawet się przewróciłem przy pierwszej próbie zarzucenia worka na plecy (około 25 kg po namoknięciu wszystkiego). Nic mi się nie stało, jedynie przez kilka dni odczuwałem lekki ból prawej ręki od nadgarstka aż po bark. Dalej to już fraszka. Jedynie ca dwa kilometry marszu z workiem na plecach. Dlaczego taskałem wszystko na plecach zamiast normalnie zadzwonić po  taxi? Złośliwi twierdzą, że oszczędzam, a tak naprawdę traktuję to jako element treningu wyprawowego.
Sprawdzian udany. Dystans i czas nie imponują, bo i kajak powolny. Ma za to inne zalety...

Drugi
Nieudany
. Tym samym kajakiem zamierzałem w ciągu czterech dni przepłynąć około 100 km na trasie z Elbląga do Śluzy Gdańska Głowa i z powrotem z jakimś małym bocznym wypadem.  Przepłynąłem  zaledwie około 46 km wciągu dwóch dni. Na pogodę ani kondycję nie narzekam. Jedynie zaczęła mnie trochę pobolewać prawa ręka (ta po upadku) i wolałem nie ryzykować poważniejszej kontuzji.

Naturalnie kajak wraz z bagażem jak zwykle nosiłem na plecach. Przy powrocie było to wszystko razem znacznie cięższe niż na starcie. Nasączenie wodą. Jak zważyłem w domu – 36 kg. No i noszenie powrotne dłuższe – około trzy i pół kilometra. Nie powiem żeby było mi  lekko.  Raczej wprost przeciwnie. 

Trzeci

Trochę z nim zwlekałem. Po prostu do bólu ręki dołączył się ból pleców. Nawet nie wiem, czy od dźwigania ciężarów (mój worek od kajaka Sevylor Pointer K2  nie bardzo się do tego nadaje), czy od twardego lądowania na nogach podczas pewnego zeskoku. Smarowanie się odpowiednimi maściami pomogło ale na kolejny sprawdzian wyruszyłem z pewnymi obawami. 

Poszło dobrze. Przynajmniej jak na początek sezonu.  W ciągu pierwszych  24 godzin przepłynąłem około 85 km, w tym wiosłowałem 19 godzin, trzy godziny przerywany sen w kajaku, dwie godziny inne przerwy i krótkie odpoczynki. Na tym sprawdzian się skończył. Reszta trasy – około 20 km, 30 godzin – to już tylko odsypianie, leniuchowanie i lekki spacerek kajakowy. Nawiasem mówiąc w pierwszej relacji ustnej bezpośrednio po powrocie  powiedziałem, że było to razem ca 110 – 120 km, a podczas pierwszych 24 godzin ca 90 – 100 km, ale się pomyliłem. Po sprawdzeniu wyszło, że jedynie 105 i 85 km.    

Trochę szczegółów

Kajak turystyczny z laminatu z firmy Nurwid w Elblągu.
Start w Elblągu w dniu 1-go maja o godz. dziesiątej. Dalej Kanał Jagielloński – Nogat (kilka kilometrów silny wiatr czołowy) – Szkarpawa –  Śluza Gdańska Głowa (tuż po północy).
Powrót. Gdańska Głowa – Rybina – Wisła Królewiecka – Zalew Wiślany – ujście Nogatu (niezupełnie najkrótszą drogą) – kilka kilometrów Nogatem aż do godz. dziesiątej –  dwie godziny odpoczynku – dalej Nogat – minąłem Kanał Jagielloński i po dalszych kilku kilometrach  w znanym sobie miejscu zatrzymałem się na dziewiętnastogodzinny biwak. Słońce pięknie świeciło, w nocy księżyc i gwiazdy aż nie chciało się wracać.    
Wróciłem wolniusieńko o godz. 16 w dniu 3-go maja. Do końca miałem piękną pogodę. Zaczęło padać dopiero w nocy.

Dn. 6 maja 2012 r.
Anonimus

Czwarty

Elbląg – Zalew Wiślany w kierunku Krynicy Morskiej – za drugą latarnią zwrot w kierunku ujścia Nogatu – dopłynięcie do ujścia Kan. Cieplicówka – zwrot w kierunku Kątów Rybackich i dopłyniecie do ujścia Wisły Królewieckiej – zwrot do Nogatu i dopłynięcie Nogatem do zakosy niemal naprzeciwko wylotu Kanału Jagiellońskiego. Biwak.

Było to w dniu 8 maja br. Kajak jak wyżej z firmy Nurwid. Start z wypożyczalni Nurwid o godz. 840, przy drugiej latarni (15 km) byłem o 1115,  do biwaku dopłynąłem o godz. 1810. Warunki pogodowe były dobre.  Zalew spokojny. Dopiero pod koniec zaczęły się tworzyć niewielkie łagodne fale, a na niektórych niewielkie grzywy. Wiatr na Zalewie z kierunków północnowschodnich skręcający na północny. W sumie ca 46 – 50 km w ciągu 91/2 godz.

W dniu 9 maja to już nie sprawdzian  tylko spacerowo. Najpierw z biwaku na przykosie (trochę piasku i łąki...) popłynąłem jeszcze trzy km w kierunku Jazowa, i powrót do Kanału Jagiellońskiego. Dalej Kanał Jagielloński a następnie  Rzeka Elbląg i za dwoma mostami w budowie („nieco” opóźnia się zakończenie wstrzymując ruch statków...)  i już  tymczasowa (budowa mostów...) pod namiotem na brzegu przystań Nurwida. W drugim dniu przepłynąłem zaledwie 14 km w ciągu około 3 godzin, w tym na Kanale Jagiellońskim trochę mi przeszkadzał dość silny wiatr czołowy. 

Dn. 9 maja 2012 r.
Anonimus

 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

anonimus  cud melatoniny  cud melatoniny dalszy ciąg  cudmelatoniny  melatonin  miracle of melatonin

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------